Tajlandia.Byłem widziałem. I wiecie co? Gdyby obudzili mnie o 2 w nocy i powiedzieli - wstawaj, jedziesz do Bangkoku, nie zastanawiałbym się chwili - szczoteczka do zębów i w drogę.
Nie widziałem drugiego tak wspaniałego miejsca na ziemi.Pod każdym względem. ludzie uśmiechnięci i uprzedzająco uprzejmi ale nie w "arabski" sposób - normalnie ,z godnością i nie wyciągają łapy po napiwki,na ulicach spokój i bezpiecznie a benzyna kosztuje 1,20 PLN (w przeliczeniu)-co więcej trzeba.
Kraj turystyczny i jednocześnie nie turystyczny - żyje własnym życiem.Wszystko można załatwić bez problemu - jeżeli się umówisz z Tajami na coś to tak będzie co do joty.I pyszne jedzenie.
I to już koniec refleksji.Dalszy ciąg to KOMIKS.Tak wymyśliłem - publikuję zdjęcia i opisy do nich zawarłem w nich wszystko co mi się skojarzyło.



 

miasto.jpg (66167 bytes) 

Bangkok - najciaśniejsze miejsce na świecie - najlepszy środek transportu to motorower lob TuTuk-też motorower ale taki za który płacisz i siedzisz z tyłu.Inaczej ryksza - czy ktoś pamięta co to ryksza???




motorek.jpg (183319 bytes)



To nie jest ryksza!!! To jest cos innego - ale bardzo tam popularne.








O to jest Tuk-Tuk a głównie jego driver - taki gość rozumie nieco po angielsku(w odróżnieniu od zwykłego taryfiarza który nie rozumie nic ale uśmiecha się i potakuje - wiezie cię gdzieś a ty w drodze myślisz że tam gdzie sobie wymyśliłeś. W samochodzie fajnie -klimatyzacja, na zewnątrz
30 stopni albo i lepiej i wilgoć jak cholera.Dojeżdzacie ,i ni diabła nie tam gdzie chciałeś a czasami nie wiesz nawet gdzie jesteś.Wkurzony wysiadasz-jechaliscie 45 min z czego 45 staliście w korkach. I płacisz facetowi chociaż nie powinieneś. I co? Facet żąda np. 5 złotych.Mi od razu wracał dobry humor)A taki Tuk-Tuk? Wsiadasz, prosisz - zawieź mnie tu i tu - ile muszę ci zapłacić facet mówi "20 batów"- dwa złote przelicza polski móżdżek, cos tanio, ale nic jedziemy. jedziemy ale nie dojeżdżamy bo driver mówi że na chwilkę do sklepu takiego to a takiego, nic nie musisz kupić tylko wejdź i popatrz. No dobra. Wchodzisz a tam opada cię kilku milutkich i sympatyczniutkich Hindusów (bądź Chińczyków) i sprzedaje ci złoto,perełki,diamenty,albo chce ci uszyć garnitur - od razu z koszulą i uwaga - dwie kamizeli - i wszystko special price for u my friend!!! Wykaż się asertywnością i spadaj.Możesz spokojnie wrócić do swojego Tuk-Tuk - płacisz tyle ile się umówiłeś.
Mechanizm jest prosty - Pan kierowca dostaje za przywiezienie do określonego sklepu talon na benzynę - przerób to raz a potem zaznaczaj Panu kierowcy że do sklepu sobie nie życzysz.Cena przejazdu staje się realna i wszyscy są zadowoleni.Jeżeli mimo to cię zawiezie to nie pień się - może nie zrozumiał, a facet ma ciężkie życie
A i jeszcze jedno - goście od Tuk-Tuk jeżdżą jak diabły ale nic ci się nie stanie - nie widziałem w Bangkoku ani jednego wypadku.

nitemarkt.jpg (98380 bytes)


A to jest tzw nocny targ.Wiele rzeczy w Tajlandii odbywa się w nocy -jadąc przez kraj nocą zobaczysz wiele takich targów.Ten akurat jest w Bangkoku w Chinatown - dzielnicy innej niż 
pozostałe.W dzień stragany z wszelakim dobrem typu baterie, zegarki ,kalkulatorki,i wszystko co zwykle żółty lud sprzedaje na caaałym świecie,a w nocy na tych samych straganach jedzonko.Ale nie byle jakie-bardzo dziwne.Mozna np.spotkać restauracje sea food z obsługą 20 osobową - niezła skala jak na chodnik co?

kuchnia.jpg (82840 bytes)


A tu miłe Panie coś pichcą nikt nie wie co.Zwróć uwagę na literki na szyldach - po lewej tajski po prawej... kantonski?Mandżurski? Mandaryński? No chinski jakiś!To się chyba nazywa pluralizm?




chinanite_jpg.jpg (65312 bytes)


I znowu Chinatown - sklep z artykułami spożywczymi - co nie zawsze oznacza coś co mógłbyś zjeść.
Większość produktów niewiadomego pochodzenia i zastosowania.







flo3_jpg.jpg (130703 bytes)


Oprócz nocnych targów występują również targi pływające - floating market.Usłyszysz to słowo w każdym biurze podróży w Bangkoku (pod tym pojęciem Taje rozumieją też cos wielkości kiosku ruchu gdzie kilku gości chce cię koniecznie wysłać na jakąś arcyciekawą wycieczkę za parę złotych zdjęcia z pływającego bazaru zdobią 80% okładek przewodników po Tajlandii notabene wszystkie są zrobione z jednego miejsca na jednym targu pod Bangkokiem który funkcjonuje tylko i wyłącznie dla Ciebie drogi turysto.
Ale najfajniejsze przeżycie miałem kiedy daliśmy się naciągnąć na przejażdżkę po kanałach stolicy. płyniemy sobie,obywatele miejscowi kąpią się, myją ząbki, piorą skarpetki i co tam jeszcze w kanale (a kanał naprawdę kanalasty) a nagle Gondolier drze mordę - floting markiet - i pokazuje paluchem na jakiegoś gościa w kajaku który wiosłuje do nas ile pary w łapach,podpływa no i już jest "floting markiet" - Pan ma do sprzedania napoje i zakąseczki i w ogóle fajnie.A pan Gondolier inkasuje potem od niego działkę za to że przywiózł kolejna bladą twarz.I tak to działa.Ale generalnie ogromnie polecam wyprawę łódką po kanałach miasta - rewelacja - slumsy obok pałaców  i życie prawdziwe dookoła
poniżej kilka zdjęć pod hasłem ogólnym kanalizacja.

flo1_jpg.jpg (84402 bytes)


A może banana ???

flooo_jpg.jpg (72811 bytes)


    ...

po2_jpg.jpg (105626 bytes)


Sprzedawca i producent na nabrzeżu - Cepelia czyli rękodzieło

kanal_jpg.jpg (48506 bytes)


Kanały Bangkoku - ja tu mieszkam !!!

gold_jpg.jpg (133926 bytes)


A teraz zaczynamy hasło BUDDYZM !!!!
Ludzie tam są jakby sympatyczniejsi niż w Polsce ,ale w obawie przed ekskomuniką nie zaryzykuję twierdzenia iz jest to kwestia wyznaniowa - jedno jest pewne Budda nie każe "oko za oko i ząb za ząb".Ale to pewnie kwestia pogody że towarzystwo jakieś takie bardziej wyluzowane i nie agresywne i na ulicach spokój, przestępców  nie widać.Ale to to na pewno kwestia strachu przed policją,no bo jak tu się nie bać policjanta który ma 155 cm wzrostu waży z 60 kg i jest taki groźny że nie nosi broni?
   No więc buddyzm.Przede wszystkim tworzy klimat spokoju,buduje zabytki w stylu koronkowym i zaludnia ulice łysolami w pomarańczowych hałatach.Wszystko to oglądaj turysto z otwarta buźką - im nie przeszkadza.
Fotografia obok - Pałac - świątynia kiedyś siedziba króla teraz mrowisko zwiedzających.
Przytłacza feeria barw misternie wyklejonych kamykami budowli.Na każdej ścianie miliony malutkich elementów ręcznie ułożonych i łączących się w religijne motywy.
Mnie trochę zmęczyło ale taki np. Wawel w porównaniu wypada jak zamek Draculi - groźny twór monarchy mocną ręką dzierżącego władzę nad ludzikami.
Pałac -świątynia dla odmiany -siedziba sympatycznego filutka wydającego hojna rączką kasę na upiększanie siedziby - aż do paranoi.
Uwaga - do Pałacu -Świątyni w bangkoku wstęp tylko w portkach długich i z rękawkami u koszuli - kobitki tez skromnie - ale na miejscu jest wypożyczalnia gatek.

buda1_jpg.jpg (39362 bytes)


A ten Pan to budda w świątyni....... występuje na wielu fotografiach z Bangkoku.
Najciekawsze jest to że ma chyba z 50m długości (metrów) i leży sobie spokojnie .Artysta rzezbiaż był tak perfidny że wydłubał mu nawet linie papilarne na paluszkach...u stopy.

bbuda_jpg.jpg (39104 bytes)


A ten dla odmiany malutki.W Polsce dają na tacę a w Tajlandii inaczej.
Oblepia się posążki Buddy zakupionymi wcześniej cienkimi jak bibułka
płatkami złota.
Ale to nic jeszcze.W świątyni w Bangkoku stoi sobie spokojnie i nawet nie w klatce posąg Buddy ze szczerego złota o wadze cirka 5 ton.Historia była ciekawa, bo w latach 50 tego stulecia ktoś przypadkowo puknął czymś twardym w gipsowego Buddę i...Pod spodem ukazał się wyżej wzmiankowany kolega ze złota.Został on przemyślnie ukryty kilkaset lat wcześniej przed wstrętnymi (a jak to azjaci - jak sa wstrętni to już na poważnie) najeźdźcami z sąsiedniego kraju - Kambodży - tam sami mili goście mieszkają jak nas uczy historia.
Dopieroż wyobraźcie sobie co się zaczęło w kraju dziać! Opukiwano wszystkie dostępne posążki Buddy. Ale ten był jedyny.
Możesz iść go obejrzeć ale nie robi wrażenia takiej fury złota.Nie wygląda to nawet na Tombak.
Nie wszystko złoto co się świeci i odwrotnie.

C.D.N
powrót do strony głównej